środa, 11 czerwca 2014

V


     Siedzisz w gabinecie i przeglądasz papiery, choć tak naprawdę myślami jesteś zupełnie gdzie indziej. Zastanawiasz się, czy trener pozwoli ci dziś wcześniej iść do domu, ale wiesz, że aby do tego doszło musisz z nim porozmawiać. Czekasz więc aż drużyna będzie miała przerwę w treningu, a kiedy nadchodzi ten moment, wracasz na halę.
- Trenerze, możemy chwilę porozmawiać? – pytasz, podchodząc do niego.
- Oczywiście. Mów co cię trapi.
- Byłaby szansa, żebym wyszła dziś wcześniej z pracy? Chciałabym pojechać do Bydgoszczy i zdążyć wrócić na jutrzejszy trening.
Bernardi ściąga w skupieniu brwi i widzisz, że zastanawia się nad odpowiedzią.  Masz wrażenie, że czas zwolnił i sekundy ciągną się w nieskończoność. Z niecierpliwością czekasz na decyzję trenera.
- Zgoda – mówi w końcu, uśmiechając się do ciebie szczerze. – Tylko powiedz mi, jesteś przekonana, że zdążysz wrócić na poranny trening?
- Niekoniecznie – odpowiadasz po dłuższym zastanowieniu.
- W porządku. W takim razie, go odwołamy. Chłopcy też na tym zyskają – uśmiecha się jeszcze szerzej, mrugając do ciebie.
Nie wierzysz własnym uszom. Dziękujesz mu z całego serca, a on prosi, byś przekazała tę informację chłopakom. Zgadzasz się i po chwili wołasz ich do siebie.
- Chłopaki, mam dla was dobrą wiadomość.  Jutrzejszy poranny trening zostaje odwołany, widzimy się dopiero po południu. – mówisz, a oni cieszą się jak dzieci. Odpowiadasz na uśmiech Damiana, tym samym za wszelką cenę unikając wzroku atakującego.
     Trening dobiega końca, na szczęście nikt nie potrzebuje twojej pomocy. Zamykasz więc gabinet i ruszasz w kierunku mieszkania. Po dwudziestominutowym spacerze docierasz na miejsce. Nie zdejmując butów podchodzisz do szafy i zabierasz niezbędne ci rzeczy. Czujesz, że noc spędzisz w Bydgoszczy, bo Andrzej nie pozwoli ci prowadzić po nocy. Sprawdzasz jeszcze, czy możesz spokojnie opuścić mieszkanie, po czym zamykasz je na klucz i zjeżdżasz windą na podziemny parking. Odszukujesz swój samochód, po czym zasiadasz za kierownicą, uprzednio rzucając torbę z rzeczami na tylne siedzenie. Wrzucasz pierwszy bieg i już po chwili wyjeżdżasz z parkingu.
Przy wyjeździe z miasta skręcasz jeszcze na stację benzynową, by zatankować i móc spokojnie dotrzeć do Bydgoszczy. Robisz co do ciebie należy, po czym ruszasz w kierunku budynku, aby zapłacić. Wysyłasz także w międzyczasie wiadomość do Andrzeja, w której piszesz mu, by w okolicach godziny siedemnastej, może osiemnastej cię oczekiwał. Płacisz za benzynę, po czym wracasz do samochodu i ruszasz w dalszą drogę.
      Podróż dłuży ci się niemiłosiernie. W końcu po kilku godzinach jazdy docierasz na miejsce. Dzwonisz do Wrony, by dowiedzieć się czy jest już w mieszkaniu, czy nadal na treningu. Andrzej oznajmia ci, że właśnie go skończył, zamierza jeszcze wziąć prysznic i wraca do domu. Proponujesz, że przyjedziesz pod halę i go odbierzesz. Środkowy się zgadza, więc obierasz odpowiedni kierunek i po kilkunastu minutach parkujesz pod Łuczniczką. Wysiadasz z samochodu, by choć na chwilę rozprostować nogi i zajmujesz miejsce na stojącej nieopodal ławce. Przymykasz oczy i czekasz na swojego przyjaciela. Po jakimś czasie słyszysz rozmowy, więc wiesz, że Delecta wychodzi z hali. Otwierasz oczy i wypatrujesz swojego przyjaciela, którego zauważasz już po chwili w towarzystwie Dawida Konarskiego, którego miałaś okazję kiedyś poznać. Wstajesz więc z ławki i podchodzisz do nich, witając się z Dawidem podaniem dłoni, a z Andrzejem delikatnym przytuleniem.
- Miło cię znów widzieć – mówi Konarski, uśmiechając się do ciebie.
- Ciebie również – odpowiadasz. – Andrzej, jesteś już gotowy?
- Owszem – odpowiada środkowy.
- Może cię podwieźć? – pytasz z grzeczności Dawida.
- Nie trzeba, przyjechałem swoim autem. Ale dziękuję za chęci – mówi Konarski i żegnając się uprzednio z wami, rusza w kierunku swojego samochodu i już po chwili znika za zakrętem.
- Chcesz najpierw jechać do mnie, czy od razu na cmentarz? – pyta Andrzej.
- Od razu – odpowiadasz.
Wsiadacie do auta, a ty jako kierowca ruszasz w stronę cmentarza. Drogę znasz na pamięć, w końcu byłaś tam niezliczoną ilość razy,
od kiedy to wszystko się wydarzyło. Przejazd zajmuje wam trochę więcej niż zakładałaś, co spowodowane jest przez korki. Parkujesz w pobliżu cmentarnej bramy i wysiadasz z samochodu. Andrzej robi to samo i powoli udajecie się na miejsce, po drodze kupując jeszcze dwa duże znicze. Po paru minutach marszu docieracie na miejsce Jego wiecznego spoczynku. Jego. Twojej bratniej duszy, twojej pierwszej, prawdziwej miłości, przyjaciela was obojga…Spoglądasz na nagrobek, po raz kolejny w swoim życiu czytasz wyryte tam litery: Błażej Lemański, żył 24 lata. Zginął śmiercią tragiczną. Łzy napływają ci do oczu, nie zatrzymujesz ich i już po chwili płyną po twoich policzkach. Andrzej, kończąc zapalać znicze to zauważa, więc z całej siły przytula cię do siebie. Stoicie w milczeniu, w końcu po kilkunastu minutach się uspokajasz. Mimo to Wrona cię nie puszcza. Nawet tego nie chcesz, potrzebujesz teraz wsparcia, mimo że minęło już tyle czasu.
- Zostawić cię samą? – pyta Andrzej po dłuższej chwili.
- Gdybyś mógł – odpowiadasz cicho.
- Zaczekam przy samochodzie. Nie stój zbyt długo, jest chłodno, a nie chcę byś się przeziębiła.
Kiwasz potakująco głową i podajesz mu kluczyki. Po chwili zostajesz sama.
- Tyle chciałabym ci powiedzieć, tyle chciałabym jeszcze z tobą przeżyć. Tęsknie, wiesz? Cholernie, z każdym dniem bardziej, mimo że minęły już trzy lata…Nie umiem poradzić sobie bez ciebie. Chciałabym, żebyś wrócił, ale nie można mieć wszystkiego…Staram się zacząć od nowa.  Z każdym dniem próbuję sprawić, żeby było tak jak kiedyś, żebym wróciła do równowagi. Ale nie jest łatwo. Nie bez ciebie – wylewasz z siebie potok słów, po czym milkniesz. – Ale walczę. Walczę dla ciebie, bo wiem, że nie chciałbyś, żebym się poddała. Ale pamiętaj, że zawsze będę cię kochać. Czekaj na mnie, tam gdzie jesteś. – dodajesz cicho i wolnym krokiem ruszasz w kierunku parkingu.
Docierasz do samochodu, gdzie widzisz czekającego środkowego.
- Wracamy? – pyta, a ty przytakujesz.
- Dasz radę prowadzić?
- Niekoniecznie – szepczesz, podając mu kluczyki.
Wsiadacie do auta i ruszacie do mieszkania Wrony. Przez całą drogę błądzisz myślami po wspomnieniach związanych z Błażejem. Przypominasz sobie pierwsze spotkanie, pierwszą rozmowę, pocałunek, czy kłótnię. Pierwsze pogodzenie. I te wszystkie szczęśliwe chwile, które przeżyłaś dzięki niemu. Andrzej co jakiś czas zerka na ciebie, kontrolując czy się trzymasz. Po piętnastu minutach jazdy docieracie na miejsce, odstawiacie samochód na parking i ruszacie na górę.
- Herbaty? – pyta Kraczący.
- Poproszę – odpowiadasz i udajesz się do salonu. Siadasz na kanapie, by po chwili się na niej położyć i zwinąć w kłębek. Po kilku chwilach trzymasz w dłoniach kubek z ciepłym napojem, a Andrzej siedzi obok ciebie, obejmując cię ramieniem.
- Mogę o coś zapytać? – mruczysz w odpowiedzi, co jest równoznaczne ze zgodą.
- Co zrobiłaś w ręce?
- Pokaleczyłam – szepczesz i czujesz, że mięśnie Wrony delikatnie się napinają. – Spokojnie, nie zrobiłam tego specjalnie. Przecież obiecałam. Po prostu jestem tak niezdarna, ze potłukłam kubek i zbierając go się pokaleczyłam. - tłumaczysz.
Andrzej już nic nie mówi, tylko przyciąga cię do siebie i całuje w czoło. Wtulasz się w swojego przyjaciela i czujesz się przy nim bezpiecznie. 

                                                                ~.~
Pewne sprawy powoli się wyjaśniają, ale wierzcie mi, to właściwie tylko kropla w morzu tego, co jeszcze czeka naszych bohaterów. :D To co, do niedzieli? :) Zapraszam. :)
Ciekawa jestem czy automatyczna publikacja zadziała tak jak ją ustawiłam. Cóż, wszystko się okaże. :)

14 komentarzy:

  1. Dodaję do ulubionych i nadrabiam czytaniem. :D
    Pozdrawiam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi! :)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  2. Aż trudno mi sobie wyobrazić co może czuć ktoś, kto stracił najbliższą swemu sercu osobę. Kogoś, z kim planował spędzić resztę życia. Nie dziwię się Anastazji, że nadal nie potrafi się pogodzić z zaistniałą sytuacją.
    Wiesz co? Z każdym rozdziałem podoba mi się tutaj coraz bardziej! :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nigdy nie byłam w podobnej sytuacji i nigdy nie chciałabym być. Nie jest łatwo się pozbierać - co do tego mam całkowitą pewność.
      Wiesz co? Ogromnie mnie to cieszy. :)
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. Dziękuję za wizytę u mnie:) Jak tylko znajdę chwilę czasu (czyli prawdopodobnie w weekend) to z przyjemnością nadrobię wszystkie rozdziały.
    Pozdrawiam ciepło:)

    Lorin |przymkniete-powieki|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mi bardzo miło. :)

      Usuń
    2. Usiadłam, połknęłam wszystko za jednym zamachem i czuję gorzko-słodki posmak. Los odebrał Nastce kogoś wyjątkowego, o kim zapomnieć się nie da. Przeprowadzka do Jastrzębia miała pomóc, ale kilometry chyba w tym przypadku nie zmienią niczego. Mam wrażenie, może mylne, że Anastazja szuka ratunku w bólu fizycznym, co nie jest dobrym sposobem na ratowanie rozpadającej się duszy. Dobrze, że jest Andrzej i taki przyjaciel jak on to z pewnością skarb, ale nie jest obok niej cały czas. I z tym chyba Nastka też nie do końca sobie radzi.
      Ciekawa jestem jak potoczą się sprawy z Michałem. Mam wrażenie, że on jest mocno zainteresowany, ale ona nadal mocno emocjonalnie jest związania z Błażejem.
      Historia mnie wciągnęła, twój styl pisania zauroczył. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    3. Co do samej fabuły, powoli wszystko zacznie się wyjaśniać. :) I mam nadzieję, że będzie cię ciekawić tak samo jak teraz. I bardzo miło mi czytać to co napisałaś, więc dziękuję :) Następny rozdział najprawdopodobniej w niedzielę, ewentualnie w poniedziałek, bo mogę się nie wyrobić, a automatyczna publikacja mnie nie lubi. :<
      Pozdrawiam również. :)

      Usuń
  4. Dobrze, że Anastazja ma przy swoim boku Andrzeja, któremu zawsze może wypłakać się w ramię.Chociaż wydaje mi się, że on chyba podkochuje się w Nastce:)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bez przyjaciół ani rusz. :)
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
  5. Automatyczna publikacja działa świetnie, pod warunkiem, że nie pomylisz daty, jak mi wielokrotnie się zdarzało... ;)
    Dzięki za informację, informuj dalej, to niczego nie przegapię. :> Wiedziałam, że Błażej zginął, nie dziwię się, że bohaterce go brakuje. Widzę, że kolejna wspólna cecha z moją Igą- czyżby i Nastka wcześniej się cięła?
    ,,Kraczący'' mnie rozwaliło. Świetne określenie. ;)
    Cóż, czekam na następny. Chciałabym mieć takiego przyjaciela jak Andrzej... Mam wrażenie, że pewnie między nimi nie ma czystej przyjaźni, ale coś więcej, a jak jeszcze tego nie ma, to może się pojawi?
    Dzisiaj z anonima, bo na laptopie siostry, nie chcę się tu logować na blogspot, bo jeszcze zapomnę i będzie kłopot... ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daty nie pomyliłam, ale nie zadziałała...chyba mnie nie polubiła. Nie, to kurcze nie, sobie poradzę bez niej. :D
      Skoro tak, to w miarę możliwości będę informować. Przynajmniej nic nie przegapisz. :P
      Kto by nie chciał takiego przyjaciela jak Andrzej? :D Łapka w górę. :P
      Czy to czysta przyjaźń...no cóż. Nie powiem. :D
      "Kraczący" już nie pamiętam skąd się wzięło, aczkolwiek mi również się podoba i jest doskonałym synonimem na określenie Andrzeja. :)
      Co do bycia anonimem, bo laptop siostry, wszystko rozumiem. :D

      Usuń
    2. UGH, nie podpisałam się, ale mam nadzieję, że wiedziałaś, że ja to ja :D

      Usuń
    3. Spokojnie, wyłapałam po stylu wypowiedzi. :D A upewniłam się przy wspomnieniu o Idze. :)

      Usuń